O Ela! Straciłaś przyjaciela

9 listopada 2015

Uśmiechnięta, silna, wrażliwa, czuła, otwarta. To tylko kilka cech mojej babci. Jest dla mnie wzorem, ale nie dlatego, że wszystko przychodziło Jej z łatwością, że miała życie usłane różami, była otoczona rodziną, życzliwymi ludźmi i tak sobie dożyła do dziewięćdziesiątki. Było zgoła inaczej. Dziadek bardzo szybko odszedł do wieczności, komuna, praca, później problemy z synem (ciężko nazywać kogoś takiego synem, ale wiem, że babcia wybaczyła, dlatego nie mam prawa pisać inaczej, nie napiszę więcej o ich relacjach przez szacunek dla babci). Później bardzo trudna decyzja o zamieszkaniu w Domu Pomocy Społecznej w Bydgoszczy. Było Jej z tym ciężko, widziałem Jej cierpienie, czułem wręcz to, co ona czuła. Rozmawialiśmy o trudnych sprawach – choć byłem dzieckiem traktowała mnie poważnie. Jak nikt inny, rozumiała co przechodzę, potrafiła mnie pocieszyć – i nawet jej bezsilność była wsparciem dla mnie, bo widziałem, że gdyby to było w jej mocy, pomogłaby mi, nieba by mi uchyliła. Nigdy nie negowała moich decyzji, ale kiedy coś jej zdaniem szło w moim życiu nie tak, prosiła abym tę czy inną decyzję przemyślał. Podświadomie robiłem tak, jak chciałaby moja babcia.

W trudnym dzieciństwie posiadałem to szczęście, że miałem blisko babcię (mieszkaliśmy od siebie kilkanaście metrów). Kiedy babcia przeprowadziła się do Bydgoszczy, miałem poczucie, że zostałem sam na ziemi, dlatego kiedy tylko mogłem, kiedy tylko „wyskrobałem” na bilet, jechałem do niej by choć chwilę posiedzieć z moją kochaną babunią.

DPS przyznał jej pokój trzyosobowy. Przez pewien okres czasu musiała znosić różne współlokatorki. Zazwyczaj nie pasował im sposób bycia mojej babci – a jej było wszędzie pełno, rezolutna, przebojowa, chciała jak najbardziej zasymilować się z domem i z jego mieszkańcami. Doznała trochę przykrości, ale silny charakter, zahartowany duch, pozwolił jej przetrwać ten trudny czas.
Nagrodą dla niej na pewno było przyznanie jednoosobowego pokoiku. Niewielkie pomieszczenie z balkonem. Duża szafa, stolik, szafka pod telewizor, łóżko. Niby nic wielkiego, ale dla babci Eli był to azyl. Jak to mawiała, była panią sama sobie.
Zjednała sobie personel. Wiele osób, choć dużo młodszych od babci, zwracało się do niej po imieniu. Jej było miło, czuła się jak wśród swoich. Wiele z tych osób traktowała jak rodzinę, przyjaciół, a ci pomagali jej, interesowali się czy czegoś nie potrzebuje. Oczywiście takie względy u personelu nie podobały się wielu pensjonariuszom i szemrali za plecami, ale na babci nie robiło to wrażenia, nie przejmowała się, a nawet jeśli… to nie dawała po sobie tego poznać. Z biegiem czasu babcia się zmieniała, dochodziła do siebie po przejściach z wielu, wielu lat. Wyglądała bardzo dobrze, przytyła, musiała nawet kupić nowe ubrania, bo te z Nakła była już za małe.
Jeździła na zawody sportowe, przywoziła medale, dyplomy, puchary, zawstydzając mnie, pięćdziesiąt siedem lat młodszego wnuczka. Nie narzekała na brak zainteresowania płci przeciwnej. Pamiętam pana Alfonsa Proysa, któremu pojawiał się rumieniec gdy widział babcię. Stał się jej przyjacielem, dbali o siebie wzajemnie, było między nimi uczucie, choć nie mówili o tym głośno, każdy wiedział, że tworzyli nieformalną parę (babcia mieszkała na drugim piętrze, a pan Alfons na parterze). Przeżyła bardzo jego śmierć. Choć tam, jak nigdzie ludzie są z nią oswojeni, to jednak trudno im pogodzić się z utratą kogoś bliskiego.
Bardzo zaprzyjaźniła się z państwem Witczak – ślub wzięli jako pensjonariusze domu. Kiedy zabrakło pana Witczaka (imienia niestety nie pamiętam) babcia zaprzyjaźniła się jeszcze bardziej z panią Terenią.
Mój wyjazd z Nakła oznaczał, że nie będę się widywał z babcią. Choć każdego roku drżałem o jej zdrowie i życie, wiedziałem, że jest pod dobrą opieką. Tęskniłem bardzo, dlatego przy pierwszej okazji, postanowiłem pojechać z moim przyjacielem –Rafałem do Bydgoszczy odwiedzić babcię. Zobaczyliśmy się po czterech latach. Niby nie długo, ale emocje mi towarzyszące wskazywały na o wiele dłuższą rozłąkę.
Babcia się nie zmieniła. Ta sama, pełna energii Elżunia. Rozmawialiśmy, wspominaliśmy. Babcia jak zwykle nie zawiodła „ wiąż się z kim chcesz, ważne aby było wam dobrze, ważne byście się nie krzywdzili, ważne byście się szanowali” – tak prosto, ale dobitnie może powiedzieć tylko osoba, która tak wiele przeszła. Pożegnanie było trudne, podświadomość mówiła, że to nasze ostatnie spotkanie. Pomimo wszystko wierzyłem, że moja babcia jest niezniszczalna, nieśmiertelna, że przeżyje wszystkich – niby nienormalne, nielogiczne, bo przecież każdy umrze, ale ja w to szczerze wierzyłem – bo babcia była moim schronieniem, moim azylem – i nieważne, że była ode mnie ponad czterysta kilometrów, ważne że miałem świadomość, że jest. Do wczoraj wierzyłem, że śmierć zapomni o mojej babci, ale nie zapomniała. Zabrała ją nagle, zamykając pewien okres w moim życiu. Babcia była ostatnia osobą w rodzinie, na której mi tak naprawdę zależało.
Nie ma jej, ale pozostają wspomnienia, pozostaje album rodzinny, który podarowała mi podczas mojej i Rafała wizyty (dziękuję Rafale za twoją odwagę, bo to ty powiedziałeś babci, że marze aby mieć ten album dla siebie).
Miała trudne życie – takie jak mam ja, i za to kocham moją babcię, moją bohaterkę, mój wzór, za to, że się nie poddała. Śmiało mogę powiedzieć, że obdarzyć bym chciał Elżbietę Teodorę Zielińską nie mianem babci, ale matki.
Kocham Cię babciu, nie zapomnę o Tobie, będę pisał o Tobie wiersze… ale dziś kończę, bo znowu płaczę – a Ty przecież nie lubiłaś moich łez.
Pozwól babciu, że tylko dodam – Wszyscy, zwłaszcza najbliżsi, którzy cie upokarzali – nie dorastają Ci do pięt…

Do zobaczenia!

Dokąd odeszłaś w ten poranek
Twój wieczny przywitał Cię sen
już było dosyć? Życia wystarczy
a może życia – tu było Ci mniej

Zamilkły Twe usta na zawsze
ostatnie tchnienie wydał serca dzwon
nie zapytałaś – czy mi Ciebie starczy
Odeszłaś. Odeszłaś stąd

Zamknęłaś oczy co łzy wylewały
zniknęłaś jak szept
może Ci z życia nogi zdrętwiały
i jesteś tam gdzie odpoczynek jest.

Jakież to dziwne że to na tyle
ja uwierzyłem żeś nieśmiertelna
a Ty odeszłaś w tę jedną chwilę
w drogę swą wieczną.

(Krystian Karol Lisowski)