Przy kaflowym piecu (opowiadanie)

25 listopada 2015

Minęła noc. Ciężka noc, bo na pryczy zrobionej z podłogi na klatce schodowej. Od razu po przebudzeniu mój wzrok wbił się w drzwi, które miałem nadzieję za chwilę się otworzą. Głodny i obolały myślałem tylko o jednym – by zjeść coś i wtulić się w ciepły kaflowy piec.
Nim doczekałem tej chwili spojrzałem przez okno. Świat był biały, bajecznie biały. W oddali widać było kulig. Oczami wyobraźni widziałem rozbawione dzieci. Uśmiechałem się, tak jakbym i ja brał udział w tej przeuroczej zabawie.
Otworzyły się drzwi. Nikt nie wyjrzał, więc nieśmiało wszedłem do korytarza. Zrobiłem to tak cicho jakbym się bał że zbudzę demony, które mnie wypędzą w ciemny świat. Szybko schowałem się za fotelem, przytuliłem się do letniego kaflowego pieca. Było mi dostatecznie ciepło i miło by zasnąć. Ten błogi stan nie trwał jednak długo. W mieszkaniu ktoś zaczął trzaskać drzwiami, jakby do domu wpadł przeciąg. Domyślałem się kto to krąży po mieszkaniu, ale bałem się wychylić by nie zostać zlokalizowany.
Po południu wyszedłem z domu. Chciałem pójść zobaczyć ten cudowny świat. Ludzi było bardzo dużo, a to za sprawą świątecznych zakupów, które trwały w najlepsze. Ulice przystrojone lampkami, wystawy sklepowe kuszące promocjami, na rynku wielka choinka, a wokół niej bawią się dzieci. Stałem z boku i przyglądałem się. Znowu zaczęło burczeć mi w brzuchu. Bałem się powrotu do domu, ale nie mogłem tak chodzić bez celu.
Wróciłem. Matka spała. Wszedłem do komórki i wyciągnąłem starą, plastikową choinkę, która pamiętała lata komuny. Wyniosłem też karton ze starymi bombkami i innymi ozdobami. Choinka była tak stara, pokrzywiona, że aby stała w miarę pionowo musiałem sznurkiem przywiązać ją do karnisza. Jej widok mnie przerażał, ale od czego w takim momencie jest wyobraźnia? I już było mi lepiej.

Wyobrażałem sobie, że zawieszam piękne ozdoby na moją żywą, pachnącą lasem choinkę. Zrobione z gazety łańcuchy robiły za piękne ozdobne szale, a kartka świąteczna, która dostałem w zeszłym roku od babci za szopkę. Było dość późno. Zjadłem jeszcze kawałek chleba ze smalcem i poszedłem spać.
Sen miałem lekki i przyjemny. Śniłem o tej choince, o rodzinnym stole, o prezentach. Widziałem w tym śnie roześmianą mamę, która przytula moją babcię. Coś sobie opowiadały bo śmiały się bardzo. I ja się śmiałem. Sen był bardzo oderwany od rzeczywistości. Wiedziałem, że prędzej zobaczę obcą osobę przy stole niż własną babcię, za która bardzo tęskniłem.
Przyszedł dzień, w który spożywać mieliśmy wigilijną kolację. Bezruch w kuchni i nieład w mieszkaniu bardzo mnie irytował. Nie wiedziałem co się dzieje. Może przespałem wigilię? Włączyłem telewizor. Przekonałem się, że to ten dzień właśnie. Poszedłem do pokoju matki. Cicho otworzyłem drzwi. Nie było jej. W pokoju unosił się wczorajszy zapach. Miałem nadzieję, ze poszła na zakupy. Ogarnąłem mieszkania na tyle, na ile byłem w stanie. Zrobiłem sobie dolewkę do kawy, nie chciałem robić świeżej, bo wiedziałem, że mama nie będzie zadowolona, że kawy ubyło.
Wyszedłem z domu. Pomyślałem, że spotkam może mamę i pomogę nieść jej zakupy. Fakt, spotkałem ją, ale bez zakupów. Ledwo stała na nogach. Podszedłem do niej, wziąłem pod rękę i zacząłem prowadzić ją do domu. Mało co nie upadłem, parła na mnie jak na mur, który ma ją uchronić przed zaliczeniem gleby. Dałem radę, ale powalał mnie wzrok gapiów. Prześmiewcze uśmiechy, skrzywione usta sprawiały, że robiło mi się gorąco, aż topniał śnieg pod moimi butami. Idąc z pijaną matką wiedziałem, że te święta będą wyjątkowe, albo inaczej wyjątkowo takie same jak poprzednie. Położyłem matkę do łóżka, wybiegłem z domu. Nie miałem dokąd pójść, więc włóczyłem się po ulicach. Radość ludzka, i słyszane życzenia świąteczne powodowały we mnie chęć zejścia z tego świata. Łzy leciały mi jak oszalałe. Kiedy przechodziłem koło sąsiada, który z dziećmi szedł na wieczerzę wigilijną do rodziców spuściłem głowę. Nie chciałem by zauważyli mój płacz. Mój trud był daremny. Zauważyli, zapytali co się stało. Odpowiedziałem, ze boli mnie ząb. Wiedzieli, że kłamię, ale nie drążyli tematu. Znali sytuację.
Ulice opustoszały. Zaczął padać śnieg. Coraz bardziej i bardziej, aż zmusił mnie do powrotu do domu. Kiedy wszedłem i zapaliłem światło doznałem szoku. Był gorszy bajzel niż ten, który sprzątałem wcześniej. Ręce mi opadły. Byłem wściekły. Wpadłem do pokoju matki, zacząłem ją budzić. Płakałem, krzyczałem, w tym wszystkim wykrzyczałem jej wszystko co myślę o moim życiu. Uderzyła mnie w twarz, upadłem, zalałem się krwią. Na kolanach wracałem do dużego pokoju. Zapaliłem lampki na choince i płakałem. Matka wstała, i zaczęła przygotowywać wigilię. Powiedziałem, że nie chcę takiej wigilii. Serce mi pękało. Widziałem jak zataczająca się matka przygotowuje coś nieporadnie. Podszedłem do niej, chciałem się przytulić, ale zapach który mówiąc rozsiewała był nie do zniesienia.
Mama poszła po coś do pokoju. Wróciła z opłatkiem w ręce. Dzieląc się nim płakała, przepraszała. Ja jej tylko odpowiedziałem „wesołych świat”, poszła położyła się spać. A ja, ubrałem się i wyszedłem z domu. Idąc wolnym krokiem po ulicy usłyszałem wołanie. Odwróciłem się, widząc machającą postać. Podszedłem bliżej. To był mój sąsiad, którego spotkałem wcześniej. Szedł z nadzieją, że mnie spotka. Zostałem zaproszony do jego rodziców. Tam wszyscy na mnie czekali. Stół był zastawiony, rodzina odświętnie ubrana. Każdy podchodził do mnie z życzliwością, jak do członka rodziny. Złożyliśmy sobie życzenia, zjedliśmy pyszne potrawy. Śmiałem się tak jak w tym moim śnie. Później śpiewaliśmy kolędy. Kiedy usłyszałem „cicha noc, święta noc” serce nieomal mi pękło. Pomyślałem o tej mojej nieszczęsnej matce, która zamiast cieszyć się świętami śpi. Rozpłakałem się. Starsza pani przytuliła mnie bardzo mocno. Poczułem się jak niegdyś w ramionach mojej babci. Zrobiło mi się lepiej.
Kiedy przeszedł czas na prezenty gospodarzom było smutno, że nic dla mnie nie mają. Powiedziałem że największym prezentem jest to, że mogłem z nimi spędzić ten czas. Byli poruszeni moją wypowiedzią. Przyrzekłem sobie, że już nigdy w święta nie będę sam, i że każde kolejne będą normalne.