Szału nie ma, jest rak. O tym co ludzkie mówi ks. Jan Kaczkowski

22 stycznia 2015

maxi_p3231584747Przepraszam bardzo – czy zakupię u Państwa książkę „Szału nie ma jest rak?” I tak pytałem chodząc od jednej księgarni do drugiej: „Książka na zamówienie, bo to, co było na półkach sprzedaliśmy” albo „Niestety, jest niedostępna w hurtowniach” – takie odpowiedzi słyszałem najczęściej. To dawało mi poczucie, że muszę książkę zdobyć. Mogłem zrobić to przez allegro. Dlaczego nie zrobiłem tego pomimo, że mi tak bardzo zależało? Bo nie stać mnie na przepłacanie.
Dzięki uprzejmości Przyjaciela – Rafała książkę zakupiłem w rozsądnej cenie.
Czy było warto? Było, i to bardzo!

Z księdzem Janem Kaczkowskim rozmawiała Katarzyna Jabłońska.
Ksiądz chorujący na nieuleczalną chorobę – Glejaka mózgu, jest jednocześnie twórcą i dyrektorem hospicjum w Pucku. Przebywa tam nie tylko ze śmiercią, która czeka by zabrać kolejnego podopiecznego hospicjum, ale przebywa również z całym ciężarem, tragedią, przeżywaniem –członków rodzin ciężko chorych i zmarłych podopiecznych. Ksiądz Jan opowiada o trudnych rozmowach z bliskimi, o przygotowaniu ich do ostatniego pożegnania, ale również, co jest bardziej przejmujące – mówi o lękach, tych, którzy za dzień, dwa lub nawet godzinę przejdą na drugą stronę życia.
Ks. Jan nie traktuje ludzi jak kolejnego punktu do wykreślenia w umowie z NFZ, nie traktuje hospicjum jak ,,straszliwej” poczekalni, smutnej i zimnej, w której nikt nikim się nie interesuje. Takiego przekonania nabiera się zaraz po przeczytaniu opisu projektu hospicjum, o pierwszych założeniach i w końcu o realizacji. Nie ma tam smutnych szpitalnych ścian. Są kwiaty, obrazy, fortepian. Jest taras zaś pokoje chorych są tak usytuowane, by podopieczny czuł się jak najbardziej swobodnie. Jedzenie też nie jest szpitalne – każdy je to, na co ma w danym momencie ochotę. Do każdego posiłku podchodzi się tak, jakby ten był ostatnim danego pacjenta. Ktoś chce zjeść homara, dostaje homara.
I tak też przez całą książkę przewija się budujące, humanitarne czyli indywidualne podejście do każdej osoby, do jej umierania. Co bardzo mnie cieszy, aczkolwiek nie pociesza, bo mam świadomość, że wciąż mało jest osób z takim podejściem. O tym też mówi sam ksiądz opowiadając o warsztatach dla przyszłych lekarzy, gdzie uczy się rozmowy z umierającym, z rodziną, uczy się indywidualnego podejścia i to nie tylko w kontekście medycznym.
W rozmowie pada wiele terminów stricto medycznych, ale ksiądz świadomy, że nie każdy to rozumie potrafi przełożyć to wszystko na język zrozumiały dla każdego. To jest bardzo pomocne, pozwala w pełni przyjąć przesłanie, czy zrozumieć temat – a co za tym idzie wywołać w człowieku refleksję, przewartościować podejście do pewnych spraw.
Wprawdzie ksiądz Jan nie stawia się na piedestale, nie wywyższa swojej choroby pond inne, nie mówi, ze Jego cierpienie jest większe niż innych – wręcz przeciwnie. Wciąż odczuwamy jego niezakłamaną misję niesienia pomocy innym, jako duszpasterz, spowiednik, człowiek znający drugiego człowieka. Nie jest pyszny, nie pokazuje swojej wyższości dlatego, że jest księdzem. Nie! Mówi również o ułomnościach dnia codziennego, o strachu, o pragnieniach czy też swoich fascynacjach. Nawet tych seksualnych. Mówi o swoim światopoglądzie, który jest w pewnych momentach daleki od wykładni Kościoła. Krytykuje kościół hierarchiczny, instytucjonalny jednocześnie podkreśla swoją miłość do Kościoła Chrystusowego. To sprawia, że wpisuje się na listę odważnych i prawych postaw, które lubię, które cenię : ks. Bonieckiego i o. Wiśniewskiego.
W rozmowie porusza się również temat homoseksualizmu, potrzeby zrozumienia takich osób. To podejście jest wyważone, nie epatujące niechęcią, ale przeciwnie… czymś ,,ciepłym”. I tu również możemy dostrzec wielki humanizm w podejściu do problemu. W tych kwestiach, czyli osób homoseksualnych, jak i heteroseksualnych ksiądz Jan ma rozsądniejsze podejście niż niejeden biskup. Gdyby taką otwartością epatował kościół hierarchiczny, to nie można byłoby mówić o kryzysie wiary.
Choć kryzys nie jest aż tak wielki – to niejednemu ksiądz Jan w pewnym sensie wiarę przywraca.
W jakimś stopniu zweryfikowałem dzięki tej książce mój pogląd na sprawę In vitro. Nie będę tu opowiadał o swoich bardzo osobistych przemyśleniach, ale wierzę, że wielu czytelników zrobi to co ja.
Życie i śmierć. Kapłaństwo i świeckość. Szczęście i nieszczęście. Szał jest, choć i rak nie znika.
Nie pamiętam kiedy tak bardzo wzruszyłem się podczas lektury. Przeczytałem i nie żałuję. Czy wystarczy dziękuję?
Gdyby ktoś chciał podziękować nie tylko słowem i modlitwą… zachęcam:

Jeśli chcesz wesprzeć działalność – przekaż pieniądze na konto:

Puckie Hospicjum pw. św. Ojca Pio
84-100 Puck, ul. Dziedzictwa Jana Pawła II 12

Bank Spółdzielczy w Krokowej
30 8349 0002 0004 6633 2000 0010

Bank Spółdzielczy w Pucku
38 8348 0003 0000 0017 2404 0001

Nnumer IBAN oraz SWIFT (BIC):

IBAN: PL
SWIFT (BIC): GBWCPLPP

1% podatku dla Puckiego Hospicjum

KRS: 0000231110