Życie to podróż… Rozmowa z Julią Hartwig

22 września 2014

,

hart12Człowiek nie jest jak owoc, który dojrzewa w określonym czasie. U ludzi nie ma wyznaczonego sztywno okresu dojrzewania – mówię tu o dojrzałości życiowej, duchowej, bo ta cielesna jest ulotna i pod koniec ziemskich dni ciało może odmówić posłuszeństwa. Każda niedoskonałość która towarzyszy starości sprawia, że się jej obawiamy. Szczęśliwy ten, który w swej starości przy sprawnym umyśle pozostanie. Taka też jest Julia Hartwig, która pomimo swoich dziewięćdziesięciu trzech lat trzyma formę zarówno fizyczną jak i intelektualną. Tak wynika z książki „Życie to podróż, to ocean” – Z Julią Hartwig rozmawiał Artur Cieślar.
Tematyka rozmowy jest tak różnorodna, że dzięki niej możemy poznać choć trochę jedną z najwybitniejszych polskich poetek – również poznać można pana Artura, choć z wiadomych powodów poznajemy go mniej. Czytając książkę odnosi się wrażenie autentycznego uczestniczenia w tej rozmowie, z kartki na kartkę czytelnik (ja przynajmniej tak to odczuwałem) żałuje, że jest tylko biernym uczestnikiem rozmowy, że nie może zadać pytania. Mnie jako poecie (choć przy tak wielkiej osobistości ciężko byłoby mi się tak nazwać) pytania same cisnęły się na usta. Na całe szczęście odpowiedzi na nie pośrednio umieszczone są w książce. Byłoby to bardzo dziwne przypadku innej osoby, ale nie w przypadku Pani Julii, którą cechuje prawdziwa inteligencja i dojrzałość życiowa. Odpowiada tak, jakby dawała wskazówki młodym pisarzom.

Poetka jest bardzo naturalna i szczera. To sprawia, że rozmowa jest niezmiernie ciekawa, choćby z tego względu iż mamy do czynienia z osobą, której dane było poznać wielkie osobistości nie tylko polskiej ale i światowej kultury i sztuki. Kamieńska, Czechowicz, Łobodowski – z czasów lubelskich, czy Pablo Picasso z czasów paryskich. O tych znajomościach opowiada właśnie Pani Julia. Każda z nich wywarła wpływ na poetkę, tak jak wpływały na nią podróże – którym poświecono sporą część rozmowy. W rozmowie nie braknie tematyki bardzo osobistej tak jak sprawy rodzinne – śmierć matki, macocha, pierwsza miłość – która okazała się nietrafionym strzałem kupidyna – mowa tu o ślubie z Zygmuntem Kałużyńskim. Później miłość do Ksawerego Pruszyńskiego. Miłość przerwaną tragicznym wypadkiem. Aż w końcu szczęśliwy związek z Arturem Międzyrzeckim. Same te historie miłosne są wskazówką, że choć los się pomyli to może swój błąd naprawić stawiając nam odpowiednią osobę na drodze. Więc warto czekać – ale nie leżąc i rozpamiętując, lecz poprzez normalne życie, pracę, pasję – bo na takiej tylko drodze spotkamy prawdziwych wartościowych ludzi – no i miłość właśnie.
Jak wspomniałem wcześniej sporą część rozmowy wypełnia temat podróży – zwłaszcza pobyt poetki we Francji. Dzięki stypendium rządu francuskiego Pani Julia miała możliwość poznania kultury i sztuki na najwyższym światowym poziomie. Miała dostęp nie tylko do muzeów, ale i do teatrów, bibliotek, mody, języka – ale również poznała paryską swobodę. Sama poetka stwierdziła, że w dzisiejszych czasach taka możliwość swobodnego poruszania się po instytucjach kulturalnych (bibliotek) byłaby niemożliwa.
Pani Julia to nie tylko znakomita poetka, ale i znawczyni malarstwa. Wzbogacała swoją wiedzę na temat malarstwa obcując w towarzystwie artystów, ale i poprzez wizyty w galeriach, muzeach. Dzięki swej wrażliwości i jak to mówi wrodzonej ciekawości zaznajomiła się ze sztuką nie tylko francuską, ale i holenderską, włoską – a arcydzieła malowane pędzlem przekładały się na Jej słowem malowane obrazy.
Z rozmowy dowiadujemy się również o przeżyciach osobistych poetki związanych z II Wojną Światową, o strachu, o przygnębieniu związanym z widokiem rozstrzeliwanych ludzi – o tym jaki wpływ na osobowość i poezję mają takie przeżycia.
Pani Julia mówi również o depresji, na którą na całe szczęście nie cierpiała – mowa raczej o ludziach, którzy byli nią dotknięci. Ale według niej ten stan nie musi być przekleństwem ale czymś stymulującym do powstania rzeczy niezwykłych. Więc i depresja u artysty jest czasami potrzebna – co mnie osobiście podniosło nawet na duchu.
Mądrość Pani Julii i racjonalne podejście do życia – nawet tego pozaziemskiego – uderzyła w przypadku tematu świętości. Twierdzi, z czym całkowicie się zgadzam, że świętość nie może być wynikiem wyłącznie spędzenia życia na modlitwie, ale na walce o wiarę. Wiarę, która w przypadku poetki nie jest stateczną, wyrytą, mocną jak skała – bo i w sercu Pani Julii powstały zwątpienia. Mądre podejście do życia, a zwłaszcza do przemijania trafiło mnie kolejny raz prosto w serce – nie dotyczy to mnie bezpośrednio (choć te słowa, jako cenny dar poetki pozostawię na czas głębokiego przemijania) – ale ludzi młodszych nieco od niej, ale również w Jej wieku – nie można leżeć, biadolić, narzekać lecz dzielić się swoim doświadczeniem z innymi.
O tęsknocie za tymi co odeszli, o przemijaniu „Rozmowa z Julią Hartwig to obcowanie z mądrością, dobrocią i wrażliwością niezwyklej kobiety, której dane było zamieszkać w słowie” Artur Cieślar – mogę podpisać się pod tymi słowami.
„Warto zajrzeć w jej osobowość, przeczytać biografię – poznać historię życia by móc z czystym sercem, z zarumienioną duszą sięgnąć po poezję danego pisarza” (Krystian Karol Lisowski)

Polecam serdecznie!

Zysk i S-ka 2014
143 strony, oprawa miękka.
cena:29,90