Życie na pełnej petardzie. Ks. Jan Kaczkowski – Ludzka twarz kościoła.

14 listopada 2016

Jak to jest żyć na pełnej petardzie? Dla jednych takie życie to balowanie, zaliczanie kolejnych panienek, wyrywanie przystojnych lecz zaślepionych seksualnością, żeńskimi atutami chłopaków. Dla innych to podróżowanie, dążenie do doskonałości w pasji, czy ciągła gonitwa za pieniędzmi. Bardzo często to nasze życie na pełnej petardzie jest bardzo egoistyczne. Myślimy o własnych celach i przyjemnościach. To jest przerażające. A jednak wiarę w ludzką porządną naturę ktoś od czasu do czasu przywraca. Od chwili przeczytania książki „Szału nie ma jest rak” zmieniłem nieco patrzenie na pewne sprawy. ,,Życie na pełnej petardzie” – Piotra Żyłka ( rozmowa z Księdzem Janem Kaczkowskim) jest dopełnieniem, a jednocześnie pozostawieniem pola do zadawanie pytań, zarówno Księdzu Janowi ale przede wszystkim sobie.

Czytaj wiecej

Cudze chwalicie – Sandomierza nie znacie!

1 września 2016

To nie jest miasto jak setki miast innych w Polsce, to miasto wyjątkowe, w którym czuć ducha wieków. To miasto, które nie jest obojętne wrażliwym ludziom. Wrażliwym na piękno architektury, na historię naszego kraju – bo Sandomierz, to właśnie miasto, które wpisuje się głęboko w historię Polski już od X wieku. Czasami jest tak, że ludzie odwiedzają Sandomierz, by sprawdzić czy rzeczywiście wygląda tak, jak przedstawione jest w serialu „Ojciec Mateusz” – okazuje się, że Sandomierz to więcej niż starówka, którą mknie na rowerze ksiądz. To coś więcej niż kawałek katedry umieszczony w kadrze.
Dobrze, że serial wzbudza ciekawość i przyciąga turystów, bo dzięki temu miasto więcej zyskuje niż traci.
Miasto tętni życiem (trochę szkoda, że tylko do 22). Nie można narzekać na brak miejsca w restauracjach, bo te powstają jak grzyby po deszczu. Spać również jest gdzie – bo i baza hotelowa się powiększyła. Więc bez obaw wyspani i najedzeni możemy ruszyć by poznać zabytki, miejsca w Sandomierzu.

Czytaj wiecej

Przy kaflowym piecu (opowiadanie)

25 listopada 2015

Minęła noc. Ciężka noc, bo na pryczy zrobionej z podłogi na klatce schodowej. Od razu po przebudzeniu mój wzrok wbił się w drzwi, które miałem nadzieję za chwilę się otworzą. Głodny i obolały myślałem tylko o jednym – by zjeść coś i wtulić się w ciepły kaflowy piec.
Nim doczekałem tej chwili spojrzałem przez okno. Świat był biały, bajecznie biały. W oddali widać było kulig. Oczami wyobraźni widziałem rozbawione dzieci. Uśmiechałem się, tak jakbym i ja brał udział w tej przeuroczej zabawie.
Otworzyły się drzwi. Nikt nie wyjrzał, więc nieśmiało wszedłem do korytarza. Zrobiłem to tak cicho jakbym się bał że zbudzę demony, które mnie wypędzą w ciemny świat. Szybko schowałem się za fotelem, przytuliłem się do letniego kaflowego pieca. Było mi dostatecznie ciepło i miło by zasnąć. Ten błogi stan nie trwał jednak długo. W mieszkaniu ktoś zaczął trzaskać drzwiami, jakby do domu wpadł przeciąg. Domyślałem się kto to krąży po mieszkaniu, ale bałem się wychylić by nie zostać zlokalizowany.

Czytaj wiecej