Milczysz

Wytrwale nasluchuje głosu,
Dzwonka, przydzielonego Tobie,
Zrywam się w połowie snu,
Myśląc – zaspałem na Ciebie.

Milczysz wymownie.
Truje się wczorajszym uśmiechem.
Chce się utopić w Twoim zapachu,
Który pozostał w fotelu.

Gasną nadzieję. Tylko się upić
Smakiem pożegnań.
Wiara już nie czyni cudów.
Zabrała mi Ciebie, po małym
Kawałku…

Zapomnę datę twych narodzin.
Może się nie narodzisz.
A może z martwych powstaniesz,
I znów się usmiechniesz,
I powiesz „Nie na raz sztuka…”

Gonitwa myśli.
Przeplatane ambicją.
Walka osła z tchórzem.

Czekam. Z nastawionym uchem.

3
0
• • •