Ostatni akt – bezdomność

W kartonach resztki mnie,
pozostałości tego co było,
gdzie je przeniosą? Kto wie?
Jedno minęło, inne skończyło.

Pozaklejane są szczelnie,
jakby ze strachu przed jutrem,
los się śmieje bezczelnie,
wiedząc, że z nim nie wrócę.

Gdy je podniosą – zostanie ślad,
jak tamte ślady wcześniejsze,
czy przed nami drogi szmat,
zliczone kroki jutrzejsze.
Jutro poniosą nas gdzieś tam,
jutro się wszystko zmieni,
ty będziesz wolny. Ja będę sam,
znów sam na podłej ziemi.

A te kartony spali ktoś,
tak jak spalono nasze marzenia,
może to Bóg, tak na złość,
pokaże palcem, że los się zmienia.
Los nie zapłacze, nie zmartwi się świat,
bo takich jak my – na pęczki,
bo tamtej drogi – było jej szmat,
los wystarczająco nas zmęczył.

0
0
• • •