Warszawa

Membrany ulic już nie pamiętają
Spokoju
Kolorowe pochody
Rozesmiane twarze
Puste pokoje do wynajęcia
Piwo leje się strumieniami

Zasypia na chwilę
By tuż przed świtem rozpocząć bieg
Chodniki rozgrzane do czerwoności
Spóźnione autobusy
Nie dają czasu
Odbierają go na potęgę

Stragany styrane dniem poprzednim
Niedospane jakby
A już ktoś pyta o jaja
Na pierwsze śniadanie

Tu nie ma mowy o milczeniu
Gdy się milczy – wydaje się krzyk
Warszawski niczym nie odbiega Amerykasnkiemu – sen to sen

1
0
• • •